
Cuję się jak ten listek...
Zwiędła i zasuszona.
Zaczęła się jesień i jest tak potwornie zimno...brrr....
A jeszcze kilka dni temu biegałam w krótkiej sukience... ech...
Gdyby jeszcze świeciło słońce, może bym jakoś przeżyła,
ale niestety na niebie dominują odcienie smutnej szarości.
Ja chyba jestem na baterie słoneczne jak każde dziecko lata ;)
Pozostało mi zaszyć się w domu w jakimś ciepłym, miękkim swetrze
z czymś ciepłym do picia (np. gorącą czekoladą albo jakąś smaczną herbatką :)
i dobrą książką :)
P.S.
Parówki wyszły pyszne :)
ale 8 na 2 dziewczyny to zdecydowanie za dużo...
Jak to jest, że jak chciałam coś napisać, to oczywiście się nie dało, bo WP wzięlo na zniany i wszystko było zablokowane, a teraz kiedy już mogę "w bólach coś urodzić" to mi się nie chce albo nie mam czasu?
Aktualnie siędzę (a raczej stoję) i przerabiam mrożone i świeże owoce na ciasta i kompoty, ewentualnie w chwilach słabości zjadam je od razu nie bawiąc się w ich przyrządzanie.
A dzisiaj wieczorem będę testować parówki zapiekane z serem. Mam nadzieję, że wszyscy przeżyją ;)
Trzymajcie kciuki :)
Przez całą zimę i rok akademicki nie chorowałam (nie licząc drobnych przeziębień), to teraz mnie dopadło...
Teraz w ciągu tygodnia mam już drugi antybiotyk :/
Jeśli ktoś zna jakieś cud-mieszanki na płukanie gardła albo babcine sposoby na leczenie migdałków, to chętnie przyjmę porady :)
"L'amour n'est pas seulement un sentiment,
il est un art aussi."
Balzac

Wczorajszy dzień był koszmarny...
Zaczęło się dzień wcześniej na wieczór - ogromna burza.
Rano, przed 7.00 obudziło mnie gradobicie :/ Później były burze aż do 9.00.
Środek dnia był nawet ładny, świeciło słońce, ale i tak czuć było, że coś wisi w powietrzu...
Wieczorem poszłam z siostrą na Mszę. Już w drodze do kościoła tknęło mnie, że zrobiłyśmy błąd nie zabierając nic od deszczu. I miałam rację.
W czasie Mszy rozpętała się taka burza... Prawdopodobnie dotarła do nas ta burza znad Opolszczyzny podczas której szalała trąba powietrzna... (Ładna Ameryka nam się robi... :/)
Przynajmniek ksiądz na zakończenie życzył nam bezpiecznego dotarcia do domów, miło z jego strony.
A do domu biegłam z siostrą w strugach deszczu, przeskakując błotniste kałuże (na szczęscie nie miałam japonek tak jak ona, bo bym się chyba w nich zabiła...). Dobrze, że przynajmniej mieszkam niedaleko kościoła.
Pomijam fakt, że mam chore migdałki i jestem na antybiotyku...
niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 9527
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: